Łuk Polski Triumfującej

Źle się dzieje jeśli historia Polski przestaje mieć dla nas znaczenie. Niedobrze gdy traktujemy ją jako zbiór oddających się w otchłań zapomnienia epizodów, które wraz z upływem czasu zdają się odrywać coraz mniej znaczącą rolę. Historia bezpowrotnie naznaczyła naszą tożsamość i sumienia. Dlatego w 100-letnią rocznicę Bitwy warszawskiej w Warszawie musi stanąć majestatyczny Łuk Triumfalny. Symbol, który będzie rozświetlał naszą europejską dumę.

Nikt nie uwierzy w to, że to ja wymyśliłem idee zbudowania Łuku Triumfalnego w setną rocznicę Bitwy warszawskiej. Swoista projekcja uczczenia jednej z najważniejszych bitew w historii naszej cywilizacji, dopiero potem ziściła się w głowach dostojnych patriotycznych działaczy. Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia. W Rzeczpospolitej pomnikowej, którą zżerają jałowe spory o najmniejszy i coraz mniej istotny detal, taka idea wydaje się być skazana na porażkę. Nie mamy jednak innego wyjścia. W Warszawie musi stanąć łuk, który będzie symbolem zwycięstwa, znamieniem naszej cywilizacji i nieksenofobicznej dumy, do której odczuwania mamy nie tylko prawo, ale patriotyczny obowiązek.

Gdyby plan Piłsudskiego i Weyganda w postaci zatrzymania dumnego marszu Armii Czerwonej nie udał się, dziś żylibyśmy w zgoła odmiennej rzeczywistości. Trzon chrześcijaństwa zostałby zachwiany, a fundamentom całej zachodniej cywilizacji groziłoby wykruszenie. Słuszne są porównania Bitwy warszawskiej do kontrofensywy Karola Młota, który powstrzymał inwazję Saracenów pod Tours. Jako przeciwnik historycznych teorii alternatywnych, nie potrafię powstrzymać się jednak od wysnucia przekonania, że gdyby Karolowi Młotowi się nie udało, dziś w brytyjskich szkołach nauczano by Koranu. Tyrania sowiecka, którą ujarzmiło Wojsko Polskie to nie był tylko akt ojczystej obrony jedności narodu i terytorium. To ocalenie Europy Środkowej i części Zachodniej przed niebezpieczeństwem, którego skali nie jesteśmy dziś w stanie ocenić.

Któż mówi więcej prawdy niż ten, który jest rozgoryczonym przegranym. 20 września 1920 roku, na posiedzeniu Rady Komisarzy Ludowych, Włodzimierz Lenin przyznał, że Polska była najważniejszym punktem zwrotnym nie tylko w polityce Rosji Sowieckiej, ale także w polityce światowej. Mówił: „Uważaliśmy bowiem, że gdzieś pod Warszawą znajduje się nie tylko centrum polskiego rządu burżuazyjnego ale centrum całego współczesnego systemu imperialistycznego oraz, że okoliczności pozwalają nam wstrząsnąć tym systemem i prowadzić politykę nie tylko w Polsce ale w Niemczech i w Anglii. Wszystko tam było gotowe do wzięcia lecz Piłsudski i jego Polacy spowodowali gigantyczną niesłychaną klęskę sprawy światowej rewolucji. Będziemy nadal przechodzić od strategii defensywnej do ofensywnej bez ustanku aż wykończymy tych Polaków na dobre”.

Dlatego nie przeciwko komuś, nie z powodu zawiści czy wytartych już frazesów o dumnym narodzie polskim, w Warszawie musi stanąć Łuk Triumfalny. Również dlatego, by zaspokoić argumenty lewej strony politycznej o tym, że polska historia ma żywą martyrologię, a nie ma prawdziwej historii zwycięstwa, która przecież realnie się zdarzyła. Wystarczy wyzbyć się wszelkich małości, miałkiego zacietrzewienia o spory błahe i wspólnymi siłami uznać się choć symbolicznie narodem zwycięskim, bez patrzenia na opinię „białego człowieka” z Zachodu czy lękając się postępującej manii Wschodu.

Nie warto pokładać wiary w utopijną i powszechną zgodę Polaków. Nie jesteśmy głęboko skłóceni, choć powszechna narracja zmusza nas do tego, by w to uwierzyć. Jesteśmy w racjonalnym sporze, który nie różni się niczym szczególnym od różnic społecznych, kulturowych czy politycznych, występujących w innych państwach zachodnich. By ziścić plan symbolicznego zjednoczenia, do którego przecież byliśmy zdolni tak wiele razy w historii, potrzeba zaangażowania różnych stronnictw politycznych.

Krzewiących europejską nowoczesność w pełni powinno zadowolić piętno zwycięstwa Polaków, jakie zostało odciśnięte na ideałach ówczesnej i teraźniejszej Europy. Dla kręcących nosem na czczenie martyrologii i stawianie siedemset piątego pomnika Jana Pawła II to byłby znak zwycięstwa i symbol niezwiązany z religią. Dla konserwatystów to ziszczenie w formie architektonicznego dzieła, pięknego hasła: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Nie istnieje portret Polaka, który patrząc na Łuk Triumfalny, zbudowany w rocznicę 100-lecia Bitwy warszawskiej, nie znalazłby w nim choć części wyznawanych przez siebie przekonań.

Jeżeli największym problemem Polski jest negatywny stosunek do siebie i do własnej historii to symbolika łuku, a także inicjatywy społeczne, które zmierzałyby przez lata do zrealizowania takiego dzieła, mogą nas chociaż na chwilę zjednoczyć. Jesteśmy Polakami, których stać było na wiele pięknych spraw. Ponieśliśmy także wiele klęsk. Nasza pamięć i tożsamość jednak zobowiązuje. Bezstronni, pogrążeni w marazmie, możemy krytykować siebie nawzajem w nieskończoność. Nie zrobimy jednak kroku w przód. A czyny są symbolem nas samych.

Tomasz Samołyk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s