Mam ochotę na seks w kinie

Sala kinowa to miejsce, które najbardziej sprzyja ekstatycznym doznaniom seksualnym. Wiem coś o tym, bo kochałem się w niej wiele razy. W żadnym innym miejscu nie doznałem tyle przyjemności, co tam. Wszystkie akty z kobietami, o których chcę Wam opowiedzieć, zmieniły mnie na zawsze. Zmieniły mnie nieodwracalnie.

Mój „pierwszy raz” był spektakularny. Do dziś jednak nie mogę wyzbyć się pewnego poczucia niedosytu i nieznośnych wyrzutów sumienia. Świat był jeszcze czarno-biały. Czas mijał nieco inaczej – jakby z większą godnością i wyzbyciem się współczesnej nachalności. Byłem jeszcze bardzo młody. Wydawało mi się, że jedyne co mogę zaoferować światu to moja urocza nieśmiałość, którą chciałem wreszcie przełamać. Spotkałem się z moją ukochaną w klasycznie urządzonej przestrzeni, której urok samowładnie skłaniał nas do czułej bliskości. Doskonale pamiętam jej duże oczy, które wpatrywały się we mnie z ufnością i bezgraniczną otwartością. Wtedy w jednej chwili przypomniały mi się wszystkie osobiste historie mojej kochanki. Wiele razy opowiadała mi o swoim mężu, który był impotentem. Zawsze jej współczułem, lecz najbardziej wtedy, kiedy okazywała swoją tłumioną frustrację. W jej oczach zobaczyłem też obraz, przedstawiający pamiętną sytuację, gdy pływała nago w jeziorze. Gdy rozwiałem wszystkie marzycielskie myśli, spojrzałem w jej oczy z pasją i pożądaniem. Paradoksalnie, interesowała mnie tylko jej twarz. Mogę z pewnością powiedzieć, że właściwie nie dostrzegałem niczego innego. Z nadmiernego skupienia musiałem przeoczyć moment, w którym jej drobna dłoń zwisała bezwładnie tuż nad podłogą. Gdzieś mimochodem usłyszałem też dźwięk opadającego na podłogę naszyjnika z pereł. Najważniejsza jednak była dla mnie jej twarz. Wszystko inne jakby w jednej chwili przestało się liczyć. Cała ta pozostałość zniknęła z filmowego kadru. Czułem nadmierne podniecenie i wynikającą z niego wielką potrzebę sprawiania przyjemności mojej ukochanej. Wtedy wydarzyło się to po raz pierwszy. Na jej twarzy wymalowałem paroksyzmy rozkoszy. Był rok 1933. Ona nazywała się Eva Hermann. To był stan błogości. To była „Ekstaza”, której reżyserem był Gustav Machatý. Pierwszy orgazm w historii kina.

Nie jestem psychologiem, ale z czasem nabrałem przekonania, że moje pierwotne doznania naznaczyły mnie na zawsze. Nie mogę jednak z pełną szczerością uznać, że było to obiektywnie piękne naznaczenie. Skłaniam się raczej ku wartości przeciwnej. Zacząłem odczuwać coraz to większe lęki, a pewnego ranka 1968 roku, zdałem sobie sprawę, że obudziłem się z poważną chorobą psychiczną. Nazywano mnie „szalonym naukowcem”. Przyjąłem pseudonim artystyczny Durand Durand. Pewien epizod z mojego życia, o którym za chwilę Wam opowiem, przysporzył mi jednak pewnej sławy. Dokładnie 10 lat później, angielski zespół z nurtu new romantic, przyjął na moją cześć nazwę Duran Duran. Stałem się krwiożerczym mizoginem. Chciałem zabić pewną piękną kobietę. Zapragnąłem, żeby umarła z rozkoszy. Stworzyłem futurystyczną maszynę, która z wyglądu przypominała meduzę. Jej konstrukcję uzbroiłem w jedną, zasadniczą funkcję: maszyna aplikowała ciągłe orgazmy. Owa piękna kobieta, o której wspomniałem, miała na imię Barbarella. Umieściłem ją w mojej szalonej konstrukcji. Nie byłem erotomanem, którą rzucał słowa na wiatr. Naprawdę chciałem ją zabić. Niesamowite, że w postaci Barbarelli do mojego życia powrócił topos twarzy. Znowu widziałem tylko twarz. Uruchomiłem swoją morderczą maszynę i z maniakalną pasją wpatrywałem się w jej mimikę, która pobudzała moją chorą wyobraźnię. Jej szepty i westchnienia z czasem przeradzały się w krzyk. Czułem, że jestem blisko. Czułem, że lada moment, ona wyzionie ducha. Gdy miał nastąpić już długo wyczekiwany kulminacyjny punkt, moja maszyna uległa destrukcji i skąpała się w oparach gęstego dymu. Nie mogłem znieść swojej porażki i z wściekłości zacząłem wrzeszczeć na Barbarellę. Wyrzuciłem jej bezczelnie: „czy Ty nie masz wstydu?!”. Gdy nieco ochłonąłem, przełknąłem gorycz porażki. Na cześć bohaterki mojego nieudanego eksperymentu, nasz obraz otrzymał jej imię. O wszystkie inne szczegóły zadbał Roger Vadim.

Od tamtych wydarzeń postanowiłem sobie jedno: żadnych imion, czysta fizyczność. Poznałem Jeanne. Była ode mnie o 24 lata młodsza. W okresie naszej znajomości przestałem wyznaczać sobie jakiekolwiek granice. Właściwie to wydaje mi się, że moje czynności seksualne z młodocianą nie dało się już nazwać seksem. Nie chciałem wgłębiać się w jakąkolwiek osobistą, ludzką historię. Przestałem odczuwać emocje, a mój mózg zalał wszechwładny hedonizm. Zatraciłem się w masochizmie i bluźnierczym nihilizmie. Rozszarpywałem na strzępy. Poczułem, że zaczynam traktować ludzi jak dzikie zwierzęta, których abstrakcyjne myślenie mnie nie obchodzi. Zdałem sobie sprawę, że nie chodzi mi już tylko o seks. Chciałem odpowiedzieć sobie na pytanie, jak daleko mogę się posunąć i dlatego z Jeanne staczaliśmy się na dno. Byliśmy brutalni i bezwględni. Wyrzuty sumienia z czasem przestały mnie rozpraszać, a moja dusza po prostu zgasła. Gdy z kolejną seksualną okazją nabierałem przekonania, że mogę zrobić już wszystko, poczułem wielką pustkę i przerażający głos wewnętrzego wyobcowania. Wtedy użyłem swojego autorytetu. Byłem przecież Marlonem Brando. Skonsultowałem się z Bernardo Bertoluccim, bo w końcu to on nas reżyserował. Nie mówiąc nic mojej partnerce, namówiłem go, żeby użyć masła. Tak, kostki masła. Położyłem Jeanne na brzuchu. Jej twarz stykała się z chłodną podłogą. Nie mogę Wam opowiedzieć co działo się później. Wtedy ona już przestała grać. Jej szok i łzy były prawdziwe. Niech wystarczy Wam informacja, że moja Jeanne, a właściwie Maria Schneider, leczyła się potem przez jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym. Z pewnością do dziś pamięta nasze „Ostatnie tango w Paryżu”.

W XXI wiek wszedłem pewnym krokiem. Do sali kinowej tym razem zaprosił mnie pewien Francuz. Przekonał mnie jednym zdaniem: „weźmiesz udział w scenach erotycznych, które zaczynają się tam, gdzie w innych filmach się kończą”. Patrice Chereau – bo tak nazywał się owy oferent – postawił mi jednak trzy warunki: „będziesz spotykał się z nią w każdą środę na dwie godziny, będziecie uprawiali seks, będziesz znał tylko jej imię”. Nie muszę Wam mówić, że z wielką ochotą przystałem na ten „projekt”. Postanowiłem wnieść do naszych spotkań kolejną powtarzalność. Namówiłem Claire – moją cotygodniową kochankę – że będziemy robić to zawsze na zimnej podłodze w pokoju z odrapanymi ścianami. Kazałem jej nie rozmawiać ze mną. Po wieloletnich doświadczeniach, nagle w seksie zapragnąłem chłodu i szczerości. Wyobrażając sobie kogoś kto nas obserwuje, chciałem wywołać w tym kimś obojętność i poczucie nieatrakcyjności naszego spółkowania. Zamarzyłem o błędnym kadrowaniu i lakonicznym oświetleniu. Zapragnąłem wodzić potencjalnego widza w wątpliwościach czy naprawdę to zrobiliśmy, a potem zażądałem eskalacji i rozwiania wszelkich złudzeń. Zachowywaliśmy cykliczność. Spotykaliśmy się co środę. Pewnego dnia Claire nie przyszła. Wtedy poczułem coś, czego myślałem, że nie doznam już nigdy w życiu. Poczułem najpiękniejszą miłość tego świata. Postanowiłem ją odnaleźć. Wyżej wspomniany Francuz nazwał naszą historię „Intymnością”, a ja wtedy łaknąłem tego stanu bezgranicznie. Gdybym miał wybierać, czy chcę odnaleźć Claire czy umrzeć – nie miałbym żadnych wątpliwości.

Jestem roztrzęsiony. Mam nadzieję, że wybaczycie mi, że właśnie teraz nastąpi koniec mojej intymnej spowiedzi. Gdy przywołuję te wszystkie spotkania, moje emocje ulegają intensywnemu rozchwianiu. Słusznie przypuszczacie, że podobnych kinowych miłości mam w zanadrzu jeszcze wiele. Może kiedyś Wam o nich opowiem. Póki co nie jestem w stanie, wybaczcie. Ze względów sentymentalnych kocham je zbyt mocno.

Tomasz Samołyk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s