Oscarowa „Ida” wszechpolska

Po raz pierwszy w historii polski film zdobył Oscara w nieanglojęzycznej kategorii. Trudno na tę chwilę zmierzyć sukces „Idy”, a tym bardziej docenić jego znaczenie dla polskiej kinematografii. Jedno jest pewne: jeżeli dzieło Pawlikowskiego miało jakikolwiek antypolski wydźwięk, to od wczorajszej nocy straciło go na zawsze.

Wsłuchując się w debatę o społeczno-historycznej warstwie „Idy” trudno było ulec wrażeniu, że po raz kolejny znaleźliśmy się na spektaklu, w którym główną rolę zagrała wszechogarniająca ignorancja. Szczególnie dziwi fakt, że inicjatorem sporu była ta strona debaty publicznej, która nierzadko nawołuje do eksponowania polskiej wartości historycznej czy kulturalnej. Tak się właśnie stało. I to w sposób jak dotąd absolutnie nieporównywalny.

Nie warto po raz kolejny wchodzić w dywagacje o antypolskości „Idy”. Koncert deprecjacji dzieła Pawlikowskiego tak naprawdę nie istnieje. Tkwi on w kilkunastu głowach znudzonych odszczepieńców i kilkudziesięciu ich epigonów lub ślepo im poddanych.

Premiera „Idy” miała miejsce w 2013 roku. Proszę mi wskazać jednego działacza lub społecznika, polityka, historyka czy socjologa, który chociażby sygnalizował antypolskość „Idy” już niemal 2 lata temu. Nasuwa się naturalne uzasadnienie takiego stanu rzeczy: o filmie zrobiło się głośno dopiero wówczas, gdy dostał oscarową nominację. Można byłoby obalić to stwierdzenie przywołaniem filmu „Pokłosie” w reżyserii Władysława Pasikowskiego. Obraz ten nie był nominowany do żadnej istotnej nagrody międzynarodowej, a debata wokół niego wybuchła gwałtownie. Nic dziwnego. W przypadku „Pokłosia” była ona uzasadniona. Był to bowiem film historycznie „łopatologiczny”, a przede wszystkim deformujący proporcje antysemityzmu w Polsce. Nie był interpretacją, lecz silił się na historyczne dzieło. Był wprost antypolski. Mógłby być po jedną z kolejnych części baśni braci Grimm. Jeśli case „Pokłosia” nie jest jednym z dowodów na wydumaną dyskusję o antypolskości „idy”, to rzućmy okiem na historię Amerykańskich Nagród Filmowych. Przywołajmy produkcję pt. „Zniewolony”, nagrodzoną w ubiegłym roku Oscarem za najlepszy film.

Dzieło Steve’a McQueena opowiada prawdziwą historię czarnoskórego Amerykanina, który w czasach rozkwitu niewolnictwa w Ameryce Północnej, przeżył piekło na ziemi. Film rozpoczyna się planszą o treści: „oparty na faktach”. Jeżeli zgodzimy się ze wszystkimi tezami o antypolskim charakterze „Idy” i przyjmiemy perspektywę osób je przywołujących, to musimy uznać, że w Stanach Zjednoczonych czarnoskórych ciągle zamyka się w klatkach, biczuje i każe zbierać bawełnę. „Zniewolony” wygrał najważniejszą nagrodę filmową roku i obejrzał go cały świat. Zastanawiam się, ilu ludzi zinterpretowało go tak bardzo dosłownie.

Rzeczywistością medialną i społeczną rządzą sondaże, plebiscyty i punktowe głosy otoczenia. We współczesnym kształcie społeczeństwa po prostu przyjęło się, że większość – czy tego chcemy czy nie – ma rację. Proszę przyznać się przed samym sobą – kto po wyjściu z seansu „Idy”, przed rozpoczęciem „antypolskiej kampanii”, wyczuł wrogość Pawlikowskiego do polskiego narodu. Kto po prześledzeniu fabuły filmu zobaczył w niej Pawlikowskiego, który zapragnął zakłamać naszą historię? Moje badania są być może i niemiarodajne, ale wśród krytyków, filmoznawców czy bliskich mi osób, nie usłyszałem ani jednego takiego głosu. Medialne larum wybuchło gdy usłyszeliśmy głosy „permanentnych odszczepieńców”. Wówczas na siłę zaczęliśmy doszukiwać się w „Idzie” jakiegoś irracjonalnego aspektu.

Tym razem było to prawe skrzydło. Lewe pomacha wkrótce w innym kontekście, a my znowu damy się nabrać. Znowu zaczniemy szukać istoty tam, gdzie jej nie ma.

Wczorajszy Oscar to zwycięstwo polskiego filmu, a nie państwa polskiego. Nie da się jednak przecenić faktu, iż słowa „polski” i „Polska” zaczęło wybrzmiewać w przestrzeni międzynarodowej częściej niż zwykle. O polskim przejawie sztuki będzie się mówić tylko dobrze, a cóż lepiej buduje silną identyfikację narodową niż wartościowa kultura? Podziękujmy Pawłowi Pawlikowskiemu za to, że po dziesięciu nominacjach, polski film wreszcie zdobył Oscara. „Ida” weszła do kanonu światowej kinematografii, a skala niekwestionowanych pożytków z wczorajszego wydarzenia jest jeszcze nieodgadniona.

Tomasz Samołyk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s