Wszystkie błędy PiS w roku wyborczym

Tekst opublikowany 3 stycznia 2015 roku

Od 2015 roku będzie rządzić nami Platforma Obywatelska albo Prawo i Sprawiedliwość. Taka jest rzeczywistość. Doświadczenia ostatnich 7 lat pokazały, że prawdopodobnie nic już nie jest w stanie stanowczo zniechęcić wyborców PO. Jeszcze mniej wskazuje na to, że PiS nie popełni w roku wyborczym swoich odwiecznych błędów.

Nazwy „PO” i „PiS” stały się już właściwie synonimami hasła „polska polityka”. Nasze telewizory uległy niezidentyfikowanej awarii, gdy w 2005 roku, ich anteny zacięły się na przedstawianiu nam różnych twarzy polityków tych partii. Wydaje się nam, że poznaliśmy całą prawdę. Jesteśmy w stanie przewidzieć każdy ich ruch. Duopol jest już twardy jak beton i trudno sobie wyobrazić coś, co mogłoby go skruszyć. To głównie nasza, wątpliwa „zasługa”. Wlaliśmy w tę zwartą masę tyle pokładów emocji i wzajemnie generowanych uprzedzeń, że nie ma już drogi odwrotu. A Polska jest tam gdzieś sobie z boku.

Platforma Obywatelska zakończyła swoją działalność polityczną. Trudno się dziwić, skoro większość twierdzi, że „polityka ich nie interesuje”. Gdybym grał w grę, w której wygrywa ten, kto przypodoba się „większości ankietowanych”, punktowałbym wyłącznie pod publiczkę. Jako Premier, udzielałbym lifestylowych wywiadów do magazynów dla kobiet, kupiłbym sobie niebieską koszulę, ukończyłbym szkolenie z retoryki i zaprenumerowałbym wszystkie tabloidy. Zerkałbym na nie codziennie i wyczuwając trendy wśród zainteresowań Polaków, przychylałbym się do większości. Tuż po katastrofie kolejowej nie zajmowałyby mnie projekty, mające usprawnić polski transport. Spotkałbym się z rodzinami ofiar i zapewniłbym ich, iż uważam, że katastrofy kolejowe są złe. Gdyby nadeszła powódź, nie poświęcałbym czasu na tworzenie wieloletnich planów antypowodziowych. Spotkałbym się z mieszkańcami dotkniętymi klęską żywiołową i powiedziałbym im, że powódź jest zła. Tak bym wygrywał.

Tylko polska polityka to nie jest gra. To nie jałowe rozmowy i lśnienie w celebryckich mediach, bazujących na najniższych instynktach. Owoce polskiej polityki to Ty i ja: nasza rodzina, jej status, perspektywy, zatrudnienie i bezpieczeństwo. Ale Polska jest tam gdzieś sobie z boku.

Możemy z tym walczyć, przedsiębrać środki i ubolewać nad rzeczywistością ale faktem jest, że w 2015 roku roztrzygnie się, czy przez następne cztery lata rządzić nami będzie Platforma Obywatelska czy Prawo i Sprawiedliwość. Skoro PO ogłosiła koniec działalności politycznej i uderzyła w tony totalnej infantylizacji, to odwracam głowę w drugą stronę i mówię „sprawdzam”. Zerkam na PiS i znowu nachodzi mnie zasadnicza refleksja, która towarzyszyła mi przez ostatnie 7 lat. Codziennie słyszałem o tym, że rządzi nami najgorsza władza od 1989 roku. Codziennie dochodziły do mnie sygnały, iż przedstawiciele opozycji uznają członków PO za nieudolnych, najsłabszych i najmniej kompetentnych ludzi.

Jeżeli mam stoczyć bójkę z kimś kogo nazywam łamagą i cieniasem, a kilka minut później bójkę tę z kretesem przegrywam, to kim jestem ja?

Słyszeliśmy wielokrotnie, że to oczywiście nie jest wina PiS. To przekleństwo mediów, wojny na Ukrainie, wiatru halnego i efektu cieplarnianego. Ja jednak uważam, że to skutek błędów popełnianych przez opozycję. Błędów, które biją po oczach wyborców. Działań, które pozbawiają nadziei od lat.

1. „Polsko, obudź się!”

Ogół działań liderów opozycji sprowadza się do założenia, że Polacy są w stanie letargu, z którego w bliżej nieokreślonym momencie się wybudzą, po czym ochoczo zagłosują na PiS. Słowem kluczowym jest owy „moment”. Ma to być jakiś polityczny wstrząs, który zachwieje rządem i zniechęci do niego Polaków. Problem polega na tym, że gdy spojrzymy z dystansu na wpadki, afery i błędy polityków partii rządzącej i skontrastujemy je z kryzysami władzy wszystkich rządów ostatniego dwudziestopięciolecia, to wiemy, jedno: Polacy wybaczą już wszystko w imię politycznie poprawnego „zdrowego rozsądku”. Granice w tej kwestii zostały już przekroczone i żaden pikantny skandal obyczajowy, korupcyjny czy polityczny nie jest w stanie tego zmienić. Diagnoza jest więc nietrafna. Polacy nie śpią. Polacy są zdemoralizowani.

2. Nieskuteczność

PiS wysyła do przeciętnego Polaka dwa sygnały. Pierwszy mówi, że od 2007 roku władzę trzyma najgorszy rząd w historii III RP. Drugi wybrzmiewa, że PiS nie potrafi tego najgorszego rządu skutecznie wypunktować, po czym go pokonać. Oba sygnały tworzą jednoznaczny komunikat: alternatywą dla rządu są ludzie niepotrafiący poradzić sobie z najprostszym przeciwnikiem. Na tak postawioną tezę z obozu opozycji słyszy się zwykle, że to „wina mediów”, manipulacji i sprzemierzenie się wszystkich sił kosmosu przeciwko PiS-owi. Nawet wojna na Ukrainie wybuchła podobno tylko po to, by PiS nie doszedł do władzy. Zakładając nawet, że tak jest, to jak mało refleksji trzeba w sobie dusić, by nieprzerwanie od siedmiu lat, stosować te same środki? Jeżeli narzędzia nie działają, to wymieniamy je na inne.

Po wyborach samorządowych PiS grzmiał, że zostały one sfałszowane. Nie zobaczyliśmy żadnej mapy nieprawidłowości. Nie dowiedzieliśmy o toczących się procesach wyborczych. Usłyszeliśmy słowa, dzięki którym ponownie udało się przekonać przekonanych. Większość Polaków po wyborach przeżywało rozterkę pt. „coś poszło nie tak”. Wtedy, z idealną tym razem skutecznością, rozwiał ją w całości prezes Jarosław Kaczyński i jego partia – powściągliwi w działaniu i zdecydowani jedynie w słowach.

Afera taśmowa sprowadzona została do problemu „niewłaściwego języka używanego przez polityków”. Większość Polaków do dzisiaj tak naprawdę nie wie, czego dotyczyły taśmy. Wina mediów? Oprócz infantylnych plakatów, których nie powstydziłaby się nawet Platforma Obywatelska, nie został wysłany do mnie najmniejszy sygnał. Nikt do mnie nie zadzwonił. Nikt nie napisał maila. Nie dostałem żadnego listu. Do internetu nie przebiła się żadna niebanalna treść, a przed moim mieszkaniem nie widziałem żadnej demonstracji.

Media to nie tylko prasa i telewizja. Media to również internet i warto zdać sobie sprawę z tego, że „nowe media” powoli uśmiercają „stare”. Na polskim rynku internetowym istnieje kilka tysięcy podmiotów, spośród których każdy dociera do kilkuset tysięcy odbiorców. Doradziłbym, chociażby dla eksperymentu, zatrudnić osoby, marki czy portale, które można byłoby zainteresować finansowym kontraktem. Jego zrealizowanie mogłoby przecież polegać na inteligentnej i nieszablonowej reklamie. Cóż stoi na przeszkodzie, by spojrzeć na statystyki wyborcze i demografię elektoratu i chociażby spróbować, niestosowanymi dotychczas środkami, mrugnąć okiem do „innego” wyborcy? Cóż stoi na przeszkodzie, by zatrudnić kilkuset inteligentnych ludzi, którzy 3 miesiące przed wyborami, dzień w dzień, mogliby tworzyć antyrządowe memy i obrazki do najpopularniejszych stron tego rodzaju? Cóż stoi na przeszkodzie, by zainspirować blogerów dopuszczalną prawem umową zlecenie, by ci w niebanalny i wyłącznie informacyjny sposób przedstawili 3 najważniejsze punkty programu PiS? Cóż stoi na przeszkodzie, by satyrycznie śmiać się z władzy i wywołać wrażenie, że głosowanie na nią to obciach? Wszystkie i kilkanaście innych tego rodzaju pytań – odnoszących się zaledwie do sfery internetu – mają charakter czysto retoryczny. Nie mam pojęcia czy barierą jest ambiwalencja, lenistwo czy wąskie patrzenie na rzeczywistość przez członków PiS. Nie próbuję nawet doszukiwać się tu logiki.

3. Sekciarstwo

Układ – nieformalny związek, składający się z różnych środowisk (w tym polityków), których głównym celem jest utrzymanie władzy. Oto definicja „sitwy” – pojęcia, którego twórcą jest Jarosław Kaczyński. Gdybyśmy podmienili słowa „nieformalny” na „formalny” i dodali „utrzymanie władzy w partii”, to oto otrzymujemy definicję struktury Prawa i Sprawiedliwości. Zamknięcie się na jakiekolwiek środowiska „z zewnątrz” czy właściwie niemożliwość zapisania się do partii bez stosownego „namaszczenia”, to z kolejna przyczyna nieskuteczności PiS, a przede wszystkim prosta droga do politycznej degrengolady.

Nie da się ukryć, że hierarchia władzy w PiS opiera się na silnej charyzmie przywódcy. Możliwość przyjęcia do partii nowego człowieka, którego cechuje inspirujące i niebanalne myślenie jest nieakceptowalne, gdyż z zasady – w oczach przywódców – grozi rozłamem. Z obozu PiS zdaje się wybrzmiewać paranoiczne myślenie, iż inteligencja i błyskotliwość jest podrzędna względem wierności i anemicznej stagnacji. Wielka i piękna Polska potrzebuję niebanalnych, nowatorskich i inteligentnych umysłów, które zaszczepią w nas inspirację do działania i myślenia w sposób niekonwencjonalny. Niewiele wskazuje na to, że w 2015 roku zostaniemy zainspirowani przez PiS.

4. Braki w PR

Jeżeli wchodzi się na pole walki, to należy wykorzystać wszystkie jego dobrodziejstwa i wystrzegać się potencjalnych niebezpieczeństw. Minęło już wystarczająco dużo lat, by przedstawiciele PiS zorientowali się co się „sprzedaje”, a co „powoduje katastrofy”. Przeciętny wyborca widzi, że do rangi wydarzenia roku urosła sałatka prof. Krystyny Pawłowicz, a poseł Antoni Macierewicz, delikatnie mówiąc, nie wzbudza sympatii (oczywiście wśród nieprzekonanych). Mechanizmy narracyjne polskiej polityki są tak proste, że średnio inteligentny człowiek jest w stanie przewidzieć to o czym będą mówiły największe media jutrzejszego dnia. Krytyka Platformy, polegająca na tym, że ta skupiła się wyłącznie na politycznej propagandzie i wizerunku jest słuszna. Jednak fakt, iż skuteczność takiej „polityki” nie wzbudza refleksji wśród polityków PiS jest już niezrozumiała.

Nikt nie wyobraża sobie tego, że PiS przyjmie szaty partii rządzącej. Jednak chociażby lekkie „nagięcie się” i myślenie o wizerunku politycznym, mogłoby dla partii opozycyjnej przynieść nadspodziewanie lukratywne owoce. Faktem jest, że z godzinnej konferencji prasowej, widzom prezentowany jest dwuminutowy materiał o niereprezentatywnej treści. Godząc się na taką prawidłowość, może warto byłoby być na tym punkcie wyczulonym i od czasu do czasu „mrugnąć okiem” do „innego” wyborcy. Można przecież nadać ton narracji przez niesztampowe zachowanie, miłe słowo do przeciwnika lub przez incydentalny, interesujący quasi-happening, który zwróci uwagę unikalnej kategorii odbiorców. Ideologie i poważne sprawy są „nieinteresujące”. Można się na to obrażać i tkwić w swojej zamkniętej perspektywnie albo próbować dostosować się do zasad tej gry.

5. Kampania prezydencka

Doktor nauk prawnych Andrzej Duda jest m.in. nauczycielem akademickim, byłym podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, podsekretarzem stanu w Kancelarii Prezydent Lecha Kaczyńskiego, członkiem Trybunału Stanu i deputowanym do Parlamentu Europejskiego VIII kadencji. W 2008 roku został wyróżniony portugalskim Orderem Zasługi za wybitne dokonania i zasługi w działalności publicznej. Andrzej Duda będzie najlepszym i najinteligentniejszym kandydatem w zbliżających się wyborach samorządowych z prawdopodobnie najgorszą kampanią wyborczą w 2015 roku. (Dlaczego? Patrz punkty: 1, 2, 3 i 4).

*

Przewidywanie błędów zawsze jest jak stąpanie we mgle. Wyciągasz wnioski z doświadczeń opartych na analogicznych sytuacjach i wydaje się, że nic wielkiego nie jest w stanie cię zaskoczyć. Dla PiS będzie to decydujący moment. Rok 2015 to czas podwójnej kampanii, która w Polsce będzie opierać się na wzajemnych deklaracjach, że jedna partia jest najlepsza, a pozostałe to złodzieje, przestępcy lub oszołomy. Skutkiem takich działań będzie znowu to, Polacy utwierdzą się w przekonaniu, że przedstawiciele wszystkich partii to złodzieje, przestępcy lub oszołomy, a nie że wszyscy są najlepsi. A Polska jest tam gdzieś sobie z boku.

Tomasz Samołyk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s