Wybory: zmiana czy status quo?

Istnieje piękna zasada, z której wynika, że człowiek musi wybierać, a nie wolno mu godzić się na swój los. 24 maja zdecydujemy między dwoma wizjami Polski, których charakter został nam przysłonięty za pomocą grubej warstwy medialnego blichtru.

Im głośniejszy jest dzwon, tym większa przestrzeń pustki go wypełnia. Chyba najdonośniejszym głosem, który wybrzmiewa ze wszystkich stron jest ton, który całkowicie dezawuuje obu kandydatów pretendujących do urzędu Prezydenta RP. Słyszymy: „nie mam na kogo głosować”, „wybór między dżumą a cholerą” lub „wewnątrzsystemowa walka”. Przyjęliśmy pewne reguły gry. Obywatelskość, która odmieniana była w tej kampanii przez wszystkie przypadki, nie daje nam wyboru. Słusznie dręcząc nasze sumienia wzywa nas, by pójść na II turę wyborów.

Kim jest mityczny „mój kandydat”? To nigdy nie będzie osoba, która jest naszym pełnym odzwierciedleniem. To ta część ogółu poglądów, postaw oraz cech charakteru, z którymi bardziej się utożsamiamy. Z jawną bezczelnością, do kategorii wyborców „ślepych” wrzucać będę te osoby, które uznają danego kandydata za posiadacza cnót i wartości idealnych. Gdybyśmy naprawdę byli zniechęceni jednostkowymi aspektami kandydatów, to tłumnie powinniśmy zagłosować na Pawła Tanajno. Moglibyśmy wówczas w utopijnym systemie we wszystkim „decydować” sami. Być może nic od nas nie zależy. Być może słuszne są zdania: „mój głos nic nie zmieni”. Być może. Jednak ze 100% pewnością należy stwierdzić, że głos nieoddany nigdy nie zmieni niczego.

Trudno złapać oddech w kampanii wyborczej. Skrajnie niemożliwe wydaje się odczytanie realnych zamiarów i postaw obu kandydatów. Mówi się o zaskakująco dobrze przeprowadzonej kampanii Andrzeja Dudy. Przypominając sobie pułap, z którego startował, rzeczywiście nie sposób nie dostrzec tej wartości. Jednak niekwestionowanym zwycięzcą kampanii wyborczej jest Bronisław Komorowski. Udało mu się przekonać ludzi do istnienia alternatywnej rzeczywistości. Obserwując dyskusje polityków, przeglądając internet oraz wsłuchając w głos otaczających mnie ludzi, wniosek nasuwa się sam: zdecydowana większość wyborców uwierzyła, że Prawo i Sprawiedliwość rządzi w Polsce od 8 lat.

Strach ma wielkie oczy

W trakcie aktualnej kampanii wyborczej nic nie zaskakuje tak bardzo, jak skuteczność ogółu środków i narzędzi przywołujących – wydawać by się mogło – już znudzony i wypłowiały straszak IV RP. Okres niespełna dwuletnich rządów PiS nie zasługuje na ślepą aprobatę, lecz jego kampanijna krytyka skierowana jest z irracjonalnych stron. W rzeczywistości medialnej nie ma bowiem mowy m.in. o często kontrowersyjnych aktach wykonawczych do ustaw podatkowych i karnych czy ogólnego kierunku absorbowania ówczesnego potencjału społecznego. Mowa jest za to o sprawie Barbary Blidy, zamkniętej dwoma komisjami sejmowymi i trzema prawomocnymi wyrokami sądowymi, które wykluczyły winę obozu władzy, w tym Jarosława Kaczyńskiego czy Zbigniewa Ziobro. Mówi się o tajemniczej policji, która odwiedzała zwykłych obywateli, nie kontrastując tego jednocześnie z poranną wizytą służb w trakcie rządów PO w mieszkaniu blogera, który satyrycznie „potraktował” Bronisława Komorowskiego. Z jakichś powodów uwierzono w tajemniczą złowrogą aurę i ponurą atmosferę IV RP, w trakcie której zwykły obywatel wręcz bał się wychodzić na ulicę.

Zdając sobie sprawę, że dostrzegając osiągnięcia rządów Marcinkiewicza czy Kaczyńskiego jestem bezpośrednio narażony na miano pisowskiego propagandysty, pragnę jedynie oddać sprawiedliwość i zwrócić się w stronę racjonalnej przeciwwagi. W ciągu 2 lat rządów PiS, Polska osiągnęła najlepsze w historii wyniki gospodarcze (według Głównego Urzędu Statystycznego w pierwszym kwartale 2007 roku wzrost PKB osiągnął 7,4%, podczas gdy 2 lata wcześniej 3,6%), stopa bezrobocia spadła z 17,7% do 12%, w 2006 roku zagraniczne inwestycje osiągnęły rezultat rekordowych 11 mld zł, co stanowiło wzrost o 40% w porównaniu do roku 2005, a według rankingu Federacji Europejskich Pracodawców na 2007 rok, Polska stała się wówczas najatrakcyjniejszym miejscem inwestycyjnym spośród 31 państw europejskich.

Powyższe osiągnięcia rządów PiS nie powinni być jednak walorem Andrzeja Dudy. Przyjęcie perspektywy stojącego za kandydatem PiS Kaczyńskim czy Macierewiczem jest pijarowo zaskakująco skuteczne, lecz ta praktyka nie ma ani szczypty racjonalnej podstawy. Pełni ona funkcję stracha na wróble, którego już dawno obsiadły hordy znudzonych wron. Andrzej Duda, odpierając zarzuty o tym, że w trakcie prezydentury będzie musiał codziennie wykonywać polecenia prezesa Kaczyńskiego mógłby wysnuwać równoległe zarzuty, że za Bronisławem Komorowskim wprawdzie nie będzie stał prezes, lecz „Prezydent” UE czy byli członkowie WSI. Dla wyborców wydaje się intelektualnie nieprzyswajalne, że Prezydent może być samodzielny. Stawiam tezę, że kwestionowanie samodzielności najwyższego urzędu w Polsce jest największą teorią spiskową jaką ktokolwiek ośmielił się wysnuć.

Paweł Kukiz zagłosuje na Andrzeja Dudę…

… bo jest obecnie największym orędownikiem dostrzegania interesu narodowego spośród wszystkich osób publicznych w Polsce. Każdą swoją wypowiedź rozpoczyna od słów: „patrząc z punktu widzenia interesu Polski…”, a na pytania dziennikarzy nie ma, co do zasady, jednoznacznej i kategorycznej odpowiedzi. Nie dlatego, że nie posiada swojego zdania. Kalkuluje i stara się przewidzieć to, „co dla Polski byłoby słuszne” i w zależności od tego, podejmuje stosowne środki.

Zmiana, której pragną obywatele stojący za Kukizem, absolutnie nie ma tożsamego charakteru ze zmianą proponowaną przez Andrzeja Dudę. Jest jednak w obu tych woltach wiele wspólnych dążeń, których wypracowanie jest możliwe dzięki łączącym oba te „obozy” wartości ideologicznych. Kukiz dbając o interes swojej antysystemowej zmiany wie, że zaszkodziłoby mu bezpośrednie poparcie Andrzeja Dudy. Zdaje sobie jednak sprawę, że największą porażką i twardą przeszkodą dla jego idei, byłoby utrzymanie Bronisława Komorowskiego na stanowisku Prezydenta RP. W interesie wyborców Kukiza – zarówno obecnych jak i tych, którzy jesienią dołączą do ponad 20% grupy jego zwolenników – jest zwolnienie obecnego etatu Prezydenta. Nie bez powodu od czasów zakończenia I tury, Paweł Kukiz niemal codziennie punktuje Bronisława Komorowskiego wiedząc, że dla jego ruchu byłoby lepiej, gdyby w Pałacu Prezydenckim zamieszkał Andrzej Duda. Kukiz jest świadomy tego, że zasada „im gorzej, tym lepiej” nie służy nie tylko Polsce, ale również ambicjom jego antysystemowego ruchu.

Tworzenie skrajnych dychotomii w rytmie „albo albo” świetnie wypada medialnie. Z lubością lubimy okopać się po jednej ze stron. Nie dostrzegamy zbawiennych półśrodków, których podjęcie wymaga większego wysiłku. Wszyscy jesteśmy jednak w finale tej ważnej „gry”. Wydaje się, że nigdy wcześniej wybór między dwoma kandydatami na Prezydenta RP nie miał tak dużego wpływu dla tylu grup obywateli. W I turze ponad 60% wyborców opowiedziała się za zmianą. W obliczu powyższego, zaproponowanie wyboru między Polską „racjonalną” a „radykalną” jest wyjątkowo nieprecyzyjnie nakreślone. Jeśli mielibyśmy przedstawić efektowną dychotomię, to bardziej sprawiedliwe byłoby postawienie sprawy, że 24 maja zagłosujemy za „zmianą” lub za „status quo”. Nieobecni nie mają racji.

Tomasz Samołyk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s