Jezus w markecie narodzony

W ciągu ostatnich kilku lat swojego życia przeżyłem zwycięstwo Polski nad Niemcami, zimową Wielkanoc i kilka trąb powietrznych, które buszowały po naszym kraju. Od dłuższego czasu obchodzę Święta Bożego Narodzenia od listopada dzięki reklamie. Reklamie, która wmawia mi, że szczęście polega na permanentnym mnożeniu przyjemności.

Nawet amerykańscy naukowcy nie wyznaczyli granicy wieku, w którym człowiek „powszednieje” i przestaje frustrować się z powodu otaczającej go rzeczywistości. Jeżeli na chwilę zgodzimy się z tym, że rzeczywistość jest głupia i zła to właściwie należałoby przyjąć, że człowiek w pewnym momencie staje się właśnie głupi i zły, gdyż przestaje mu to obłędne otoczenie przeszkadzać. Odwiecznie zwalczające się hasła „grunt to bunt” i „bunt to wolność” to jedna z tych bitew, która chyba nigdy nie przyniesie zwycięzcy. Nie jesteśmy w stanie uczciwie przyjąć kategorycznych twierdzeń. Coraz częściej, zniechęceni, zaczynamy rzeczywistość po prostu obserwować – stojąc z boku, popijając wodą chleb. Nam, sfrustrowanym, pozostaje jedynie beznamiętny wylew żalu. Jesteśmy zmuszeni do stawiania jednoznacznych tez. Zatem, drodzy Państwo: wkurza mnie przedwczesny, świąteczny zgiełk.

Reklama nie jest złem. Ma ona czysto użytkowy i instrumentalny charakter. Posiada zespół cech, których zadaniem jest skalibrowanie na najwyższe merytoryczne poziomy takich kwestii jak: chwalenie produktu, obietnica spełnienia, nakłanianie do konsumpcji oraz szereg innych perswazyjnych środków. Nie da się uznać kontrargumentów, sprowadzających się do stwierdzenia: „świat już taki jest”. Zdaję sobie sprawę z faktu, że konfekcjonowana machina jest nie do zwyciężenia. Wiem, że współczesny świat nie uznaje silniejszego argumentu od mocy pieniądza. Nie zmienia to jednak faktu, że bezrefleksyjne wchłanianie rzeczywistości wraz z jej „dobrodziejstwami” jest co najmniej dziwne. Nie chodzi nawet o to, że 25 grudnia zaczynają się Święta Bożego Narodzenia, a nie „wyjątkowy czas” czy „magiczne dni”. Toczenie bojów o najkrótszą chwilę refleksji nad powodem, dla którego każdy z nas uznaje te dni za szczególne jest bezcelowe. Idealnym uzasadnieniem powyższej tezy niech będzie anegdota o starszej kobiecie, która emocjonalnie upominała młodzież bawiącą się w Wielki Piątek. Pani przywoływała imię Jezusa i Jego męczeńską śmierć. Oczywiste jest, że gdyby została zapytana np. o datę urodzin którejkolwiek z biesiadujących osób, to nie potrafiłaby odpowiedzieć. Dlaczego? Bo oni byli dla niej obcy. Dokładnie tak samo jak Chrystus jest obcy dla tamtych młodych ludzi. Dlatego właśnie powyższy bój „religijny” nie ma sensu.

Gdy poszedłem do galerii handlowej i rozejrzałem się wokół, to zorientowałem się, że pojęcie czasu zaczyna się drastycznie skracać. Każdego dnia, odurzeni kofeiną, przyspieszamy do granicy własnych możliwości. Mimo, że w pracy jesteśmy przez większość dnia, to wydaje się, że jesteśmy tam przez chwilę. Gdy wchodzimy do sklepu, wiszą przed nami upragnione, już wytarte jeansy. Nie zastanawiamy się nad tym, że ich zużycie kiedyś następowało powoli. Mamy szybką elektronikę, dzięki której wymieniamy spostrzeżenia, zdjęcia, relacje i opinie w zaledwie kilka sekund. Wyrażamy nawet dziwne zadowolenie z powodu tego, że nie musimy ruszać rękami, ciesząc się z posiadania szczoteczki elektrycznej. Wolimy spojrzeć na obrazek lub przeczytać sam nagłówek, niż wczytać się w tekst. Zgadzamy się na wrzucanie do naszych głów utartych opinii o ludziach z świata kultury czy polityki, w których na bieżąco jesteśmy utwierdzani. Nie mieliśmy nigdy czasu na sprawdzenie tego czy rzeczywiście „ten” jest kłamcą, a „tamten” cynikiem. Przyjęliśmy, że tak po prostu jest. Atakowani obrazami, coraz szybciej je przyswajamy i wyciągamy z nich pochopne wnioski. Co z tego, że święta obchodzimy za miesiąc? Musimy je mieć już teraz. Świat reklamowych bombek, świetlistych choinek i „magicznych” piosenek sprawił, że coraz bardziej zaczynamy wierzyć w to, że szczęście polega na ciągłym mnożeniu przyjemności.

Zostaliśmy zaprogramowani tak, że chcemy wszystkiego. Rzecz jasna szybko orientujemy się, że nie jesteśmy w stanie zrealizować naszego ambitnego planu. Z tego powodu potrzebujemy obiektu, który będzie ucieleśnieniem naszych wyobrażeń. Tego archetypu dostarcza nam reklama, która nachalnie nas zachęca, mówiąc: „Człowieku, możesz mieć wszystko. Poczuj jedynie tę dręczącą cię różnicę między tym czego chcesz, a tym czego nie masz. Poczuj ją i kup mnie”. My znowu dajemy się nabrać. Kupujemy i stawiamy kolejny syzyfowy krok w dążeniu do materialnego spełnienia.

Gdyby jednym przyciskiem zgasić ten cały reklamowy zgiełk, musielibyśmy pożegnać się ze światem. Wpadlibyśmy w poczucie obcowania z „uporządkowanym chaosem”. Zetknęlibyśmy się z iluzją polegającą na tym, że wszystko stało się bałaganem. Byłoby to czyste złudzenie, gdyż właśnie wtedy wszystko stałoby się zwyczajne. Poczulibyśmy się jedynie zagubieni i rozczarowani tym, że rzeczywistość przestała być chaotyczna, absurdalna i trudna do zrozumienia. Seria ataków serca i aktów samobójczych zawładnęłaby światem ze strachu przed normalnością.

Jestem przekonany, że za 100 lat pewna grupa historyków nazwie nas pokoleniem „reklamożerców”. Będą podnosić tezy o tym, że reklama była idealnym odzwierciedleniem naszego codziennego życia. Będą jednak w błędzie. Nie spostrzegą tego, że jest z nami dokładnie odwrotnie. To nasze życie jest odzwierciedleniem reklamy. Nie znoszę oglądania się na Zachód – nieważne czy z nostalgią czy z obrzydzeniem. Idiotyczne jest obwinianie „plugawego” Zachodu za konsumpcjonizm, skoro sami się tym plugastwem zachłysnęliśmy. Za Umberto Eco należy bowiem przywołać, iż cały kłopot polega na tym, że zło nie przychodzi z zewnątrz, ale z głębi.

Tomasz Samołyk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s