Wszyscy jesteśmy Chrystusami

Zmartwychwstanie Chrystusa to naczelny dogmat chrześcijaństwa, który leży u początków ukształtowania się Kościoła. Święta Wielkiej Nocy nie uległy komercjalizacji i uniwersalizacji w takim stopniu jak Boże Narodzenie. Paradoksalnie jednak to właśnie Wielkanoc niesie przesłanie, z którym mogą utożsamiać się także niewierzący.

Z lubością okopujemy się na swoich pozycjach. Wyobrażam sobie, że same słowa: „Zmartwychwstanie”, „Chrystus” czy nawet „Wielkanoc” wywołują u niektórych obojętność lub nawet gniew czy napastliwość. Ten sam mechanizm działa także w drugą stronę. Widzę niejednego wierzącego, który słysząc wywody ateisty, ma ochotę mu przyłożyć.

Gdy sięgniemy po gazetę lub obejrzymy jakikolwiek program informacyjny, to „odkryjemy”, że wiara czy niewiara (lub wyznawanie „innych” wartości) stały się wszędobylskim argumentem siły. Są swoistym mieczem obosiecznym, który raz sieka negatywną oceną niewierzącego, by potem oddać cios zwrotny np. w postaci obelgi: „ty obłąkany, nawiedzony katolu”. Zastanawiam się ile jeszcze będziemy się tak bawić. Jeszcze bardziej ciekawi mnie to, jak długo będziemy obserwować tę grę.

Wybierając drogę „środka”, zapewne narażę się na ciosy z obu stron. Jednak wcale nie chodzi mi o iluzoryczną zgodę. Zupełne porozumienie się jest nie tylko utopijne, ale przede wszystkim nieznośnie nudne. Nie widzę sensu, aby zgodą się afiszować i przedstawiać ją jako wartość. Cnota tkwi w pięknych różnicach i w jeszcze piękniejszym eksponowaniu tychże rozbieżności.

Absurdalne byłyby wszystkie dążenia do tego, by laicyzować Zmartwychwstanie. Można wątpić w cuda Chrystusa, śmiać się z katechizmowych zasad czy naburmuszać się z powodu zachowań duchownych. Jedno jest jednak niezaprzeczalne. Nie spotykamy się z krytyką sposobu życia, zachowania czy nauczania Chrystusa. Znamy cały katalog zarzutów do wierzących, duchownych czy dogmatów Kościoła katolickiego. Ale krytyka życia Chrystusa? Przyznam, że z trudem przychodzi mi odnalezienie w pamięci poważnego i racjonalnego zarzutu na temat Jego poczynań. Wydaje się, że Chrystus przeżyje wszelkie rodzaje krytyki, które skierowane są przeciwko chrześcijaństwu. Nie ma wątpliwości, że nawet jeśli chrześcijaństwo umrze, pozostanie religia Chrystusa.

Wyciągnięcie ze Zmartwychwstania uniwersalnych wartości przychodzi instynktownie. Aby zmartwychwstać, należy najpierw umrzeć. Nie ma co do tego wątpliwości. Jeżeli czujemy, że coś w nas się rodzi, to jednocześnie doznajemy, że przed chwilą coś w nas umarło. Z kolei jeżeli umarło, to odczuwamy pewnego rodzaju poczucie straty, a razem z nią żal i smutek. Dostajemy jednak radosny substytut: zmartwychwstajemy. Pewną kategorię znoju zostawiamy za sobą, by zastąpić ją czymś nowym, z definicji lepszym. Jestem przekonany, że z łatwością wepchnęlibyśmy w powyższy mechanizm swoje intymne doświadczenia. Automatycznie przychodzą nam do głowy te wszystkie przeszywające dramaty, rozterki i nierozwiązywalne problemy. A wszystko jest przecież kwestią zawierzenia i odczekania „trzech dni”.

Uniwersalność Zmartwychwstania wzywa także do tego, by nie czynić wartości absolutnej z samego siebie. Nikomu z nas wszystkich – wierzących czy nie – nie wolno stawiać się w wyższości ze względu na pięlegnowaną kulturę czy „stworzony” przez nas świat. Przezwyciężenie krzyża przez Chrystusa jest przecież niczym innym jak apelem, by przezwyciężając samego siebie, zrezygnować z czegoś osobistego.

Zmartwychwstania dokonał człowiek. Ten sam zespół ułomności, wątpliwości i niepewności, który niesie w sobie każdy z nas. Być może skażę się na potępienie, ale jestem pewien, że dokonał go człowiek taki jak On – żaden Superman lecz właśnie „jeden z nas”.

Zachowanie Chrystusa, przedstawione w Ewangeliach, często wydaje nam się nielogiczne z czysto ludzkiego punktu widzenia. Śmiało dywagujemy np. dlaczego Jezus nie pojawił się na Ziemi tuż po swoim zmartwychwstaniu. Unikąłby w ten sposób wszelkich wątpliwości, które do dziś są podnoszone. Mógł przecież przyjść do Piłata i powiedzieć mu: „Spójrz, zmartwychwstałem”. Mógł także odwiedzić domostwa osób, którzy byli świadkami Jego ukrzyżowania. Świadectwo Zmartwychwstania byłoby wówczas niezaprzeczalne, a ukrycie cudu właściwie niemożliwe. W Ewangeliach nie znajdziemy jednak ani słowa o tego typu wydarzeniach.

Miejsce zmartwychwstania może być zatem tylko jedno. Wybrał je przed wiekami sam Chrystus, niejako uprzedzając nasze powyższe wątpliwości. Chciał zmartwychwstać w nas. Jestem przekonany, że nie upodobał sobie żadnej konkretnej kategorii naszych serc. Chce wskrzesić każdego, zwykłego człowieka. Bez względu na to kim jest i jaki bagaż doświadczeń ze sobą nosi.

Tomasz Samołyk

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. tobi pisze:

    dziękuję. nie ustawaj, pls

    Polubienie

    1. tomaszsamolyk pisze:

      To ja dziękuję

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s